||

Minister kontra protokół i świadkowie. Stefan Krajewski zaprzecza, ale dokument opisuje inną wersję wydarzeń

Stefan Krajewski zapewnia, że nikomu nie groził. Problem w tym, że jego oświadczenie zderza się nie tylko z relacją starosty zambrowskiej Edyty Marchelskiej-Groszfeld, ale również z oficjalnym protokołem posiedzenia Zarządu Powiatu. Rozmowę prowadzoną w trybie głośnomówiącym mieli słyszeć obecni na sali świadkowie. Czy minister próbuje dziś przekonać mieszkańców, że wszyscy usłyszeli coś innego, niż zostało zapisane?

Sprawa dotyczy rozmowy telefonicznej, do której doszło 22 lipca 2026 roku podczas posiedzenia Zarządu Powiatu Zambrowskiego. O godzinie 10.39 do starosty Edyty Marchelskiej-Groszfeld zadzwonił minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski. Rozmowa trwała 52 sekundy i – jak odnotowano w protokole – była prowadzona w trybie głośnomówiącym.

Oznacza to, że jej przebieg słyszały również inne osoby obecne na posiedzeniu. Nie jest to więc wyłącznie spór oparty na dwóch przeciwstawnych relacjach.

Pretensje o polubienie wpisu

Powodem telefonu miało być polubienie przez starostę wpisu w mediach społecznościowych krytycznego wobec ministra. Według protokołu Stefan Krajewski wyraził pretensje dotyczące aktywności samorządowiec na Facebooku.

W dalszej części rozmowy – jak zapisano w dokumencie – miały paść słowa: „zrobię porządek z twoją rodziną” oraz „sprawdźmy, jak twój mąż zrobił karierę”. W protokole znalazła się także informacja o wskazaniu możliwości podjęcia działań sprawdzających z wykorzystaniem właściwych służb. Treść dokumentu została opisana przez kilka ogólnopolskich redakcji. wPolityce.pl, Onet

Starosta uznała wypowiedzi za groźby skierowane przeciwko niej i jej bliskim. Podkreślała publicznie, że rodzina nie może być wykorzystywana jako narzędzie politycznej presji.

Minister zaprzecza. Co jednak z protokołem?

Stefan Krajewski odrzuca oskarżenia. Twierdzi, że nikomu nie groził ani nikogo nie straszył. Przyznaje jednak, że zadzwonił do starosty w związku z polubieniem przez nią krytycznej publikacji dotyczącej jego żony i otrzymanych przez nią dofinansowań.

Minister utrzymuje, że chciał jedynie zaapelować, aby polityczna krytyka była kierowana przeciwko niemu, a nie przeciwko jego rodzinie. Stwierdził również, że starosta „szuka taniej sensacji” i próbuje „wybić się na szersze wody niż powiat zambrowski”.

Takie wyjaśnienia nie odpowiadają jednak na najważniejsze pytanie: dlaczego oficjalny protokół posiedzenia zawiera tak konkretne sformułowania dotyczące rodziny starosty oraz możliwości wykorzystania służb?

Trudno sprowadzić tę sprawę wyłącznie do nieporozumienia lub odmiennej interpretacji tonu rozmowy. W dokumencie zapisano określone słowa, czas połączenia i okoliczności, w których do niego doszło. Rozmowę słyszeli także uczestnicy posiedzenia.

Prywatny telefon nie zamyka sprawy

Minister zwraca uwagę, że dzwonił z prywatnego numeru na prywatny telefon i krytykuje włączenie przez starostę trybu głośnomówiącego. Ten argument również budzi wątpliwości. Rozmowa odbyła się przecież w godzinach pracy, podczas oficjalnego posiedzenia Zarządu Powiatu, a jej przedmiotem była działalność publiczna starosty.

Sposób przeprowadzenia rozmowy nie zmienia również treści wypowiedzi, które – według protokołu – mieli usłyszeć zgromadzeni na sali samorządowcy. Spór o to, czy starosta powinna uprzedzić ministra o włączonym głośniku, nie może zastąpić odpowiedzi na pytanie o słowa dotyczące jej rodziny i użycia służb.

Oświadczenie zamiast konkretnych wyjaśnień

Minister ma pełne prawo przedstawiać własną wersję wydarzeń. Jednak samo zaprzeczenie nie unieważnia protokołu ani relacji osób obecnych podczas posiedzenia. Tym bardziej że Stefan Krajewski potwierdza najważniejsze okoliczności: wykonał telefon, rozmowa dotyczyła polubienia krytycznego wpisu, a w jej trakcie poruszono temat męża starosty.

Oświadczenie ministra nie rozwiewa więc wątpliwości. Przeciwnie – pozostawia zasadniczą sprzeczność pomiędzy jego publicznymi zapewnieniami a treścią dokumentu sporządzonego podczas oficjalnego posiedzenia samorządowego.

Od członka Rady Ministrów należy oczekiwać szczególnej odpowiedzialności za słowa, zwłaszcza gdy rozmowa dotyczy lokalnego samorządowca, jego rodziny oraz możliwego wykorzystania państwowych służb. Wyjaśnienie tej sprawy nie powinno polegać na atakowaniu wiarygodności starosty, lecz na rzeczowym odniesieniu się do każdego fragmentu protokołu i relacji świadków.

Do czasu przedstawienia takich wyjaśnień pytanie pozostaje aktualne: komu mają uwierzyć mieszkańcy – ministrowi, który po czasie zaprzecza, czy oficjalnemu dokumentowi i osobom, które słyszały rozmowę? wPolsce24

Podobne wpisy