|||||||

Protest pod domem ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego i polityczne rachunki z przeszłości. W tle umowa z Mercosur.

Incydent, do którego doszło podczas ostatnich protestów rolników, wywołał burzliwą dyskusję nie tylko o granicach demonstracji, ale także o politycznej konsekwencji i odpowiedzialności za wcześniejsze postawy. Minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski publicznie wyraził oburzenie po tym, jak protest przeniósł się spod ministerialnych gmachów pod jego prywatny dom w gminie Zambrów. Krytycy przypominają jednak, że jeszcze kilka lat temu podobne działania wobec polityków PiS nie spotykały się z jego sprzeciwem, a wręcz miały poparcie osób z jego najbliższego otoczenia.

W piątek, gdy w Warszawie trwał ogólnopolski protest rolników, jeden z jego uczestników, Marcin Z., udał się pod prywatną posesję ministra. Przyjechał samochodem dostawczym i wylał przy bramie pojemnik z gnojówką. Całe zdarzenie było przez niego dokumentowane i publikowane w mediach społecznościowych. W nagraniach pojawiły się wulgarne hasła oraz groźby pod adresem Stefana Krajewskiego, w tym słowa o jednoznacznie przemocowym wydźwięku. Doszło również do ostrej wymiany zdań z żoną ministra, podczas której padły sugestie, że „to może się źle skończyć”, a także obraźliwe komentarze dotyczące rzekomego wspierania obcych interesów.

Sprawą natychmiast zajęły się służby. Policja i prokuratura zakwalifikowały zachowanie Marcina Z. jako kierowanie gróźb karalnych oraz publiczne znieważenie konstytucyjnych organów państwa. Sąd zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanego tymczasowego aresztu, wskazując na realne ryzyko ponownego popełnienia przestępstwa oraz wyjątkowo agresywny charakter wypowiedzi.

Polskie Stronnictwo Ludowe, którego przedstawicielem jest Stefan Krajewski, w oficjalnym stanowisku podkreśliło, że atakowanie prywatnego domu i rodziny polityka stanowi przekroczenie wszelkich granic dopuszczalnego protestu. W emocjonalnym wpisie partia zaznaczyła, że niezależnie od poglądów politycznych rodzina powinna pozostawać poza jakimkolwiek konfliktem i musi być bezwzględnie chroniona.

Te słowa wywołały jednak natychmiastową reakcję ze strony części środowisk rolniczych oraz polityków Prawa i Sprawiedliwości. Poseł PiS i rolnik Kazimierz Gwiazdowski zwrócił uwagę na to, że obecne oburzenie ministra brzmi niewiarygodnie w kontekście wydarzeń sprzed lat. Przypomniał, że gdy pod jego własny dom wysypano obornik w ramach protestu, nie spotkało się to z potępieniem ze strony Stefana Krajewskiego. Co więcej, jak podkreśla Gwiazdowski, wśród osób uczestniczących w tamtej akcji znajdował się człowiek z bliskiego zaplecza obecnego ministra, który dziś pracuje w jego biurze jako szef gabinetu politycznego.

W ocenie posła PiS obecna narracja ministra, który kreuje się na ofiarę radykalnych protestów, stoi w sprzeczności z jego wcześniejszymi postawami. Zdaniem Gwiazdowskiego Krajewski „zbiera dziś to, co wcześniej akceptował”, gdy podobne formy nacisku były wymierzone w polityków innego obozu. Ten kontekst sprawia, że sprawa przestaje dotyczyć wyłącznie jednego incydentu, a staje się symbolem szerszego problemu podwójnych standardów w ocenie protestów i społecznego gniewu.

Cała sytuacja ponownie uruchomiła debatę o granicach protestu, odpowiedzialności liderów politycznych za eskalowanie nastrojów oraz o tym, czy prywatne domy polityków kiedykolwiek powinny stawać się areną demonstracji. Jednocześnie pokazała, jak szybko emocje społeczne przenikają do sfery osobistej i jak łatwo wcześniejsze decyzje oraz milczenie wracają dziś jako argument w politycznym sporze.

Fot. PAP

Podobne wpisy