„Dron wspierający bezpieczeństwo mieszkańców Łomży”
Dron nad Łomżą: Czy to nowa era w ratownictwie miejskim?
„Bezpieczeństwo mieszkańców to nasza priorytetowa sprawa” – mówi z pełnym przekonaniem Piotr Serdyński, zastępca prezydenta Łomży. Tak, tak, wszyscy już słyszymy te dyrdymały o odpowiedzialności władz. Ale co tak naprawdę oznacza ten frazes? W praktyce okazuje się, że Łomża zamieszcza nabytki, które podobno mają poprawić sytuację: dron! Obiekt, który w założeniu ma być strażnikiem bezpieczeństwa w trudnych chwilach. Dla mnie zaś jest tylko kolejnym gadżetem, który ma zamaskować brak rzeczywistych rozwiązań.
Zakup drona nie jest spełnieniem snów o przyszłości, lecz częścią realizacji zadań wynikających z ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej. I tu zastanawiam się: czy to nie lenistwo władz, by opierać działania na nowinkach technologicznych, zamiast inwestować w ludzi i ich przeszkolenie? Owszem, dron to nowoczesność – zwiększa możliwości identyfikacji zagrożeń i monitorowania infrastruktury. Co jednak z codziennymi interwencjami? Czy sprzęt odda kompetencje funkcjonariuszom? A może tylko doda im strachu przed bezdusznością maszyn?
Komendant Straży Miejskiej, Paweł Żebrowski, z entuzjazmem wylicza zalety nowego nabytku: szybką analizę miejsca zdarzenia, ocenę zagrożenia, a nawet transmisję obrazu na żywo. Prawda jest taka, że w momencie kryzysu liczy się czas i decyzje, ale co z komunikacją międzyludzką? Drony mogą dostarczać obrazy, ale nie zastąpią ludzkiego instynktu, doświadczenia ani umiejętności dekodowania situacji, które tylko człowiek potrafi właściwie odczytać.
Tak, sprzęt będzie użyteczny do monitorowania wałów przeciwpowodziowych czy mostów. Owszem, takie zadania można powierzyć „bezzałogowemu statkowi powietrznemu”. Ale zadajmy sobie podstawowe pytanie: co w sytuacji awaryjnej, gdy dron jest uszkodzony lub… po prostu zapomniany w magazynie? Człowiek i jego świadomość to klucz, a nie elektroniczne bajery, które są bardziej zawodne niż ludzkie ręce.
Do umowy na dofinansowanie zakupu drona doszło w połowie sierpnia, co brzmi jak prosta transakcja: wiatrak z Olsztyna za rządowe pieniądze. Ale czy ta jednorazowa inwestycja zastąpi długofalowy plan na wzmocnienie służb? Zakup drona to ładny gest, ale sama nowinka technologiczna nie wystarczy. Bez strategii i przemyślanej koncepcji to tylko pusta puenta w dyskusji o bezpieczeństwie.
Kończąc ten temat, zastanówmy się: czy dron rzeczywiście ma służyć mieszkańcom, czy jedynie zrobić dobre wrażenie na opinii publicznej? Ludzie zasługują na więcej niż tylko na kolejne deklaracje władz. W erze cyfryzacji, pamiętajmy, że technologia ma wspierać ludzi, a nie ich zastępować.
— R.M.
