|||

„Łomża upamiętniła zesłańców Sybiru”

Kto nie pamięta, ten nie ustąpi miejsca w historii. Uroczystość, która odbyła się w Łomży, nie była tylko kolejnym, naznaczonym smutkiem wydarzeniem. To był manifest pamięci, wołanie o sprawiedliwość, nieme przypomnienie o losach tysięcy Polaków, którzy zginęli lub doświadczyli gehenny na nieludzkiej ziemi. Odprawie wyjątkowej Mszy św. towarzyszył marsz, który stanowił nie tylko hołd, ale i akt zbiorowej pamięci.

Uroczystość, zorganizowana przez łomżyński Oddział Związku Sybiraków oraz Miasto Łomża, rozpoczęła się przed tablicą „Pamięci zesłanych przez sowieckiego okupanta w latach 1940–1941”. Tam, gdzie kiedyś stoły dzielili ze sobą zesłańcy nadziei i zwątpienia, maszerowali dziś mieszkańcy Łomży. Pociągi, które niegdyś wywoziły Polaków w nieznane, są dziś symbolem traumy, które nie zniknęły z pamięci – a wręcz przeciwnie, stają się wciąż bardziej aktualne. Jak nie można zapomnieć o dźwięku ryglowanych drzwi wagonów, tak nie można zamknąć pamięci wciśniętej w ćwierćwiecze zapomnienia.

Danuta Komorowska, przewodnicząca łomżyńskiego Oddziału Związku Sybiraków, nieprzypadkowo przypomniała o świadkach tej tragedii. Wśród zgromadzonych była także Nina Żyłko, Sybiraczka, która z odwagą prowadziła marsz pamięci. Jej życie, urodzone na „nieludzkiej ziemi”, podkreśla historię, która nie może zginąć, bo w każdej opowieści kryje się fragment naszej tożsamości. Jak mówiła, „Wielu z Sybiraków zostało w bezimiennych mogiłach. Ci, którzy przeżyli, przywieźli ze sobą pamięć, aby nigdy nie zginęła” – to nie są tylko słowa. To obowiązek, powołanie, które uczy nas, że przeżycie to nie tylko powrót do rodzinnych stron, ale także przywrócenie życia wspomnień tych, którzy odeszli.

Rewelacyjny obraz z marszu do Doliny Pamięci ukazał się, kiedy uczestnicy, w milczeniu poruszając się przez miasto, oddawali hołd deportowanym. Jakże wymowny był ten moment. Władze, przedstawiciele Związku Sybiraków oraz tłum mieszkańców z zapalonymi zniczami pokazał, że pamięć o Sybirakach to nie tylko liryka – to zapis historii, który odciska swoje piętno na naszych sercach. Oklaski dla odwagi, milczenie dla tragedii. To były różne języki, a jednak mówiły jednym głosem.

Nie można jednak zapomnieć o przesłaniu, które niosła ze sobą Msza św. przy Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, odprawiana przez biskupa pomocniczego diecezji łomżyńskiej Tadeusza Bronakowskiego. „Syberia, która miała ich złamać, stała się miejscem, w którym polskość zahartowała się jak stal” – te słowa, znad wichrów historii, niosą siłę i determinację. Czyż nie o to właśnie chodzi? O to, by owoc pamięci zamieniał się w testament siły, a nie w smutek straty? Histeryka przełomowych chwil życia, które zdefiniowały nas jako Naród.

Spotkanie zakończone wręczeniem medali „Pro Patria” zaangażowanym w pielęgnowanie pamięci o tragicznych losach deportowanych było zarówno hołdem, jak i postanowieniem. Nadawane odznaczenia to nie tylko metal – to przyrzeczenie, że pamięć o Sybirakach nigdy z nas nie wygaśnie. Że za każdym rokiem, za każdym wrześniem, wracać będziemy do tego, co wydarzyło się w 1939 roku, by nie dopuścić do zakurzenia tych tragicznych rozdziałów.

Jakie mają być nasze działania w obliczu tej pamięci? Zastępca prezydenta Piotr Serdyński mówił o obowiązku pamięci, a na dowód, że nie są to tylko puste frazesy, powinniśmy zadać sobie pytanie: jaka jest nasza rola dzisiaj? Uczmy młodych, niech zrozumieją, co to oznacza. Krzyczmy, gdy trzeba, by ta pamięć nie utonęła w codziennych zawirowaniach, by historia, ta nasza historia, mogła wreszcie zaistnieć w przestrzeni. Bo kto nie pamięta, ten nie zasługuje na przyszłość.

— R.M.

Podobne wpisy