||

Sasin mocno trzyma podlaskie struktury PiS. Morawiecki przysyła spadochroniarza z Wrocławia

Rozłam w Prawie i Sprawiedliwości miał pokazać siłę Mateusza Morawieckiego i jego politycznego zaplecza. Tymczasem w województwie podlaskim obnażył przede wszystkim słabość nowego środowiska byłego premiera. Jacek Sasin utrzymał struktury PiS w całości, a Morawiecki nie pozyskał w regionie ani jednego parlamentarzysty. Nie odszedł również żaden znaczący samorządowiec pełniący funkcję z ramienia partii.

Skala organizacyjnej bezradności Rozwoju Plus jest najlepiej widoczna przy obsadzaniu regionalnego kierownictwa. Zamiast rozpoznawalnego działacza z Białegostoku, Łomży, Suwałk czy któregoś z podlaskich powiatów, na czele struktur Morawieckiego w regionie ma stanąć Janusz Cieszyński – polityczny spadochroniarz urodzony we Wrocławiu, który mandat poselski zdobył w okręgu olsztyńskim.

Trudno o bardziej wymowny obraz kadrowej pustyni.

Podlaskie zostało przy PiS

Wszyscy parlamentarzyści PiS reprezentujący województwo podlaskie pozostali po stronie Jarosława Kaczyńskiego. Dotyczy to posłów Jacka Sasina, Jarosława Zielińskiego, Jacka Boguckiego, Dariusza Piontkowskiego, Kazimierza Gwiazdowskiego, Sebastiana Łukaszewicza i Bogumiły Olbryś, a także senatorów Anny Boguckiej i Marka Komorowskiego.

Żadne z nich nie przyłączyło się do projektu Morawieckiego. Lokalne media potwierdzały również, że ludzie byłego premiera od dłuższego czasu próbowali budować wpływy w regionie, lecz nie zdołali przekonać żadnego podlaskiego parlamentarzysty. Wszyscy podlascy parlamentarzyści PiS pozostali w dotychczasowych strukturach.

To polityczny sukces Jacka Sasina, który jako szef wojewódzkich struktur PiS zdołał utrzymać jedność partii w regionie. W momencie najpoważniejszego kryzysu na prawicy od lat podlaska organizacja nie rozsypała się, nie straciła przedstawicieli w Sejmie i Senacie oraz nie została pozbawiona najważniejszych samorządowych filarów.

Morawiecki może mówić o „dwóch płucach” prawicy, nowoczesnym konserwatyzmie i otwieraniu się na nowe środowiska. Podlaskie odpowiada mu jednak brutalnym politycznym konkretem: nie pozyskał tutaj nikogo, kto posiadałby własny mandat i realne zaplecze.

Nawet Andruszkiewicz nie poszedł za Morawieckim

Szczególnie dotkliwy jest przypadek Adama Andruszkiewicza, przez lata uważanego za jednego z polityków wiernych Mateuszowi Morawieckiemu. To właśnie on miał wcześniej sondować podlaskich działaczy i samorządowców oraz sprawdzać, czy projekt byłego premiera może liczyć w regionie na szersze poparcie.

Efekt tych zabiegów okazał się mizerny. Andruszkiewicz nie wszedł do nowych struktur, a żadna rozpoznawalna postać podlaskiej polityki nie zdecydowała się firmować projektu Morawieckiego swoim nazwiskiem. Lokalne źródła wskazywały, że prowadzone wcześniej rozmowy nie przyniosły istotnych rezultatów. O nieskutecznych próbach budowania zaplecza Rozwoju Plus w Podlaskiem pisał Bia24.

Jeżeli nawet polityk tak długo kojarzony z byłym premierem nie zdecydował się na otwarte przejście, trudno mówić o podlaskiej ofensywie Morawieckiego. Bardziej przypomina to polityczny odwrót, który trzeba dziś przykrywać nominacją osoby całkowicie spoza regionu.

Cieszyński, czyli człowiek znikąd – przynajmniej na Podlasiu

Janusz Cieszyński urodził się we Wrocławiu, a do Sejmu dostał się z okręgu nr 35 obejmującego Olsztyn. Zdobył tam 20 644 głosy. Z województwem podlaskim nie wiąże go ani mandat, ani długoletnia działalność samorządowa, ani rozpoznawalne lokalne zaplecze. Oficjalne dane wyborcze potwierdzają, że Cieszyński został wybrany w okręgu olsztyńskim.

Dlaczego więc Morawiecki ma powierzać mu organizowanie struktur w Podlaskiem?

Odpowiedź wydaje się prosta: ponieważ nie ma komu innemu. Gdyby Rozwój Plus rzeczywiście posiadał w regionie poważne kadry, na jego czele stanąłby parlamentarzysta, prezydent miasta, burmistrz, starosta albo przynajmniej znany radny wojewódzki. Tymczasem były premier musi sięgać po polityka przywiezionego z innego okręgu.

W polityce takie nominacje nazywa się wprost: spadochroniarstwem.

Za Cieszyńskim ciągną się niewygodne pytania

Nominacja Cieszyńskiego jest kontrowersyjna również z powodu jego wcześniejszej działalności publicznej. Jako wiceminister zdrowia odpowiadał za zakup respiratorów w czasie pandemii. Większość urządzeń zamówionych od firmy należącej do handlarza bronią nie dotarła do Polski, a Najwyższa Izba Kontroli skierowała do prokuratury zawiadomienie dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstwa przez wysokich urzędników – jedno z nich dotyczyło właśnie Cieszyńskiego.

Trzeba uczciwie zaznaczyć, że zawiadomienie NIK nie jest wyrokiem, a sam polityk odrzucał zarzuty i przekonywał, że transakcja była konsultowana ze służbami. Nie zmienia to faktu, że jego nazwisko pozostaje nierozerwalnie związane z jedną z najbardziej bulwersujących afer okresu pandemii. NIK skierowała do prokuratury zawiadomienie dotyczące Janusza Cieszyńskiego.

Cieszyński jako minister cyfryzacji firmował również uruchomienie Centralnego Rejestru Wyborców. System umożliwił m.in. szybkie, internetowe dokonanie jednorazowej zmiany miejsca głosowania przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku. Było to rozwiązanie legalne i oficjalnie przedstawiane jako ułatwienie dla obywateli. Ministerstwo Cyfryzacji opisywało możliwość składania takich wniosków online.

Nie ma podstaw, aby twierdzić, że sam system został stworzony w celu zaszkodzenia PiS. Nie sposób jednak pominąć politycznego pytania o jego konsekwencje. Ułatwienie zmiany miejsca głosowania sprzyjało mobilności wyborców, szczególnie ludzi młodych i mieszkańców dużych miast, wśród których PiS uzyskiwało znacznie słabsze wyniki. Czy kierownictwo ówczesnego rządu prawidłowo przewidziało polityczne skutki tego rozwiązania? Czy przeanalizowano, w jaki sposób może ono wpłynąć na frekwencję i rozkład mandatów?

Odpowiedzialność polityczna nie zawsze polega na celowym działaniu. Czasami wynika z braku przewidywania skutków decyzji. Łączenie uruchomienia rejestru bezpośrednio z porażką PiS wymagałoby twardych analiz, których dotychczas nie przedstawiono. Nie oznacza to jednak, że temat powinien zostać przemilczany.

Przypadek czy plan budowany od dawna?

Dzisiaj Morawiecki przekonuje, że został wypchnięty z PiS. Jarosław Kaczyński przedstawia inną wersję: jego zdaniem działania byłego premiera stanowiły element wcześniejszego planu podziału partii. Podobne pytania pojawiają się w Podlaskiem, gdzie ludzie Morawieckiego mieli sondować parlamentarzystów i samorządowców jeszcze przed otwartym rozłamem.

Czy Rozwój Plus był wyłącznie stowarzyszeniem programowym, czy od początku przygotowywanym zapleczem odrębnego projektu politycznego? Czy wielomiesięczne budowanie własnej organizacji wewnątrz PiS rzeczywiście miało wzmacniać partię, czy raczej stworzyć gotową szalupę ratunkową na moment konfliktu z Jarosławem Kaczyńskim?

To pytania uzasadnione chronologią wydarzeń. Odpowiedzi Morawieckiego o trosce o jedność prawicy brzmią coraz mniej przekonująco, gdy jego środowisko posiada już odrębny klub parlamentarny, własne kierownictwo i rozpoczyna budowę konkurencyjnych struktur terenowych.

Sasin zdał najważniejszy organizacyjny egzamin

Na Podlasiu wynik tego starcia jest jednoznaczny. Jacek Sasin utrzymał parlamentarzystów, najważniejszych działaczy i samorządowe zaplecze PiS. Morawiecki, mimo wcześniejszych prób i wsparcia ludzi związanych z regionem, nie pozyskał nikogo o porównywalnej pozycji.

Dlatego musi wysyłać do Podlaskiego Janusza Cieszyńskiego – człowieka z Wrocławia, posła wybranego w Olsztynie i polityka obciążonego niewygodnymi pytaniami dotyczącymi jego wcześniejszej działalności.

To nie jest demonstracja siły Rozwoju Plus. To przyznanie, że w jednym z najważniejszych bastionów prawicy Morawiecki poniósł organizacyjną porażkę.

Podlaskie nie poszło za rozłamem. Struktury zostały przy PiS, a Jacek Sasin pokazał, że w chwili próby potrafi utrzymać je mocno. Morawieckiemu pozostał spadochroniarz – i nadzieja, że polityka importowana z Wrocławia przez Olsztyn przyjmie się w Białymstoku, Łomży i Suwałkach.

Podobne wpisy